
Darkness hides days
sobota, 2 maja 2015
Sowa #1
Dzisiaj jest 2 Maja czyli 17 rocznica Bitwy o Hogwart. Polegli tam moi ukochani bohaterzy Tom Riddle, Remus Lupin, Fred Weasley i Bellatrix. Zapalmy czarodzieje różdżki dla nich i zapamiętajmy ich imiona. W końcu polegli aby wszyscy mogli być wolni co tam, że Bella i Tom byli śmierciożercami. Z okazji rocznicy jeszcze dzisiaj pojawi się rozdział. Napiszcie w komentarzu kogo śmierć najbardziej was dotknęła




środa, 29 kwietnia 2015
Rozdział III
Isabella
Gdy pierwsze
promienie światła padają na moją umęczoną twarz wstaję z łóżka po nieprzespanej
nocy. Zdejmuję czerwoną, poszarpaną bluzę i podchodzę do drzwi z zamiarem
udania się do pokoju Jimmiego aby ukraść mu jakiś ciuch. Jednak przy samych
drzwiach niepewnie się zatrzymuje, nie wiem co robić dalej. Czy mogę po prostu
wpaść znów w życie, w którym praktycznie nie uczestniczyłam przez sześć lat?
Nie wiem, nie wiem, nie wiem… A przecież przez ostatnie lata nie było by
takiego pytania. Hermiona Granger wszystko wiedziała, Isabella Potter nic. W
końcu była tylko przykrywką, niemożliwe jest żebym stała się nią. Prawda? Nie,
to bez sensu to część mnie nie do zastąpienia w pewnym sensie udawałam, ale
tylko na początku. Jestem jaka jestem nic tego nie zmieni. Popycham drzwi, a
one otwierają się z cichym skrzypnięciem. Wychodzę na długi korytarz, którego
bordowe ściany pokryte są fotografiami. Przechodzę do pokoju Jamesa gdy moją
uwagę zwraca jedna z nich jest czarno-biała i zrobiona przez nas pierwszego
dnia w Hogwardzie. Jesteśmy na niej w czwórkę ja, Remus,Syriusz i James,
przejeżdżam lekko po lekko zakurzonej ramce. Uśmiecham się pod nosem, czy te
czasy powrócą? Mam nadzieję. Wchodzę na palcach do pokoju brata i aż zatrzymuję
się z wrażenia. W tym pomieszczeniu przeszło chyba tornado. Ciuchy leżały
wszędzie na fotelu, łóżku, komodzie, biurku, papierk i śmiecie walały się pod
nogami, a pośród tego wszystkiego spał spokojnie rozwalony na całej długości
James. Przewracam oczami jak w tym chlewie można żyć? Ostrożnie manewrując
między gratami podchodzę do szafy i wyjmuję z niej czerwoną koszulkę z godłem
Gryffindoru. Wychodzę tyłem z pokoju i wpadam na kogoś. Gwałtownie odskakuję
przeczulona jakby nadal trwała wojna, przypadkiem potykam się o spodnie Jimmiego
i upadam. Słyszę nad sobą czyjś śmiech i patrzę na osobę, przez którą tu
wylądowałam. Nade mną stoi uśmiechając się szeroko Syriusz Black. Wyciąga do
mnie pomocną dłoń, a ja chwytam ją pewnie i wstaje. Gdy patrzę w ciemnoszare
oczy Łapy widzę jego spadającego i umierającego w Ministerstwie, zielony
promień śmierci mknący ku jego piersi, histeryczny śmiech Bellatrix… Moje oczy
napełniają się łzami, niespodziewanie przytulam chłopaka i mocno wtulam się w
niego. Przez chwilę stoi zszokowany, ale po sekundzie oplata mnie rękami.
Zdradza go przyjaciel. Patrzy na ciała przyjaciół. Jest w więzieniu. Zabija go
Bellatrix. Czy tak miało wyglądać życie Syriusza? Przepełnione cierpieniem? Nie
taki los mu był pisany. Gdyby oni tylko pamiętali… Nie wydarzyło by się tyle
zła na świecie. Nadal Voldemort by nam zagrażał, ale jego najwierniejsi
śmierciożercy stali by się wierni Zakonowi. Wierni samym sobie. Wyplątuje się z objęć przyjaciele i szybko
mrugam odpędzając łzy.
-Cześć Łapo
-Część Kle
Podnoszę brew do
góry udając zirytowanie jednak w duchu śmieje się.
-Czy aby przypadkiem
nadal nie rozumiecie, iż przezwisko Kieł jest męskie. TEN kieł. Nie TA kieł. A
już myślałam, że czegoś was w tej szkole nauczyli.
Syriusz uśmiechnął
się nonszalancko jak gdyby nic się przed chwilą nie stało. Byłam mu za to
wdzięczna.
-Śniadanie za pięć
minut panienka sobie życzy?-spytał łobuzersko, a ja popatrzyłam na niego
podejrzliwie.
Ciekawe
ile jeszcze pożyje na jedzeniu, które dałby mi Black. Powoli skinęłam głową niepewna czy oddać w jego ręce
swoje życie. Weszłam do łazienki i szybko umyłam całą twarz, a włosy związałam
w kucyka. Z rozżaleniem zauważyłam, iż na mojej prawej ręce w dalszym ciągu
widnieje szkaradna blizna, którą
zawdzięczałam Bellatrix. W roztargnieniu przejechałam palcami po wyrytych na
mej ręce literach, a w moim umyśle niczym żywy stanął obraz tortur mi zadanych.
Agonia, w której jedyną nadzieją
była śmierć, która uparcie nie
chciała nadejść. Szlama jest tym czym byłam, kolejnym kłamstwem w mej
historii,bolesnym upokorzeniem. Jestem czystokrwista, nie jest moja obsesją
bycie lepszym od innych ale czy musiałam tyle nocy przepłakać z powodu tego
słowa które w dalszym ciągu
pozostawało nie prawdą. Wciągnęłam przez głowę bluzę i starannie zakryłam
bliznę, obrzydliwą skazę na mym ciele, nie dającą zapomnieć o krzywdach mi
wyrządzonych. Jestem zdrowa nic mi nie dolega, ale cienie przyszłości, a mojej
przeszłości ciągną się za mną niczym stalowe łańcuchy. Patrzę w lustro
obramowane złotem i widzę siebie. Mam umęczone brązowe oczy z plamkami złota i
czarne długie włosy, których końce
są poszarpane. Moją twarz zdobią zadrapania, a wory pod oczami odznaczają się
fioletem na mojej jasnej skórze.
Ile musi minąć aby przestała wyglądać jak ofiara wojny? Już nie liczę, na to że
zapomnę ale przynajmniej mam nadzieję, iż zdobędę na tyle sił aby udawać.
William
Nie wiem co to było.
Mój umysł nie potrafi ogarnąć tego cię się zdarzyło. Granger nie jest tym za
kogo się podawała, przeszła przez ten portal… pytanie dokąd? I czym jest to co
znalazłem? Niby zwykły medalion jednak w środku... Zaklęcie na niego rzucone musiało
być niezwykle silne. Wracam wolnym krokiem do zamku przedzierając się przez
gąszcza. Nagle słyszę szelest liści za mną. Obracam się gwałtownie, przed sobą
widzę umęczoną twarz Amycusa Carrow. Automatycznie sięgam po różdżkę i celuję w
nią w mężczyznę. Śmierciożerca śmieje się histerycznie.
-Williamie czyżbyś
mnie nie poznawał? Prawda upadliśmy ale nadal jest szansa, iż wygramy. To my
jesteśmy potęgą tego świata-jego chrapliwy głos przerywa ciszę a ja mimowolnie
się wzdrygam.
-Ja nigdy nie byłem
po waszej stronie-syczę przez zaciśnięte zęby.-Drętwota!
Promień miał
sparaliżować mężczyznę, ale on jedynie nadal się śmieje nawet się nie
zorientowałem kiedy wyczarował blokadę.
-Avada
Kadavra!-krzyczy Carrow
Zielony strumień
magii powinien był mnie zabić gdybym nie rzucił się na ziemię w ostatniej
chwili. Uderzam boleśnie kolanem o wystający korzeń ale i tak lepsze to niż
śmierć. Zanim czarodziej rzuci ponownie śmiercionośne zaklęcie rzucam się na
niego i powalam na ziemię. Wymierzam mu prawego sierpowego i zanim zdążyłem
pomyśleć w moim umyśle pojawiło się zaklęcie "Drętwota" czuję jak
mężczyzna zamiera. Magia niewerbalna…Jak? Na to trzeba lat ćwiczeń. Wyjmuję z
kieszeni medalion wiedziony nagłym natchnieniem. Cały jest gorący jakby ktoś
włożył go do paleniska. Wygrawerowany na nim kruk jarzy się czerwoną poświatą.
Dotykam opuszkami palców srebro ale zaraz cofam je z sykiem. Medalion ponownie
ląduje w mojej kieszeni. Muszę odkryć o co chodzi lecz jak na razie mam wojnę do ogarnięcia.
-Wingardium
Leviosa-mruczę i wykonuje charakterystyczny ruch ręką.
Ciało mężczyzny
lewituje za mną gdy ponownie wznawiam drogę do Hogwartu. Gdy znajduję się na
obrzeżach tak jak wcześniej ze zdziwieniem zauważam, iż wszystko opustoszało.
Nie słychać już lamentów bliskich ofiar nie ma krzątających się czarodziei
znoszących trupy do Wielkiej Sali. Zapadła chorobliwa cisza… Cisza czasem
oznacza dobro a czasem wręcz przeciwnie, zwiastuje burzę. Nie świadomie staram
się kroczyć tak aby wywołać jak niemniej hałasu. Mam przeczucie, że ta chwila
cokolwiek ma się teraz zdążyć zwiastuje wielkie zmiany. Podkradam się do Sali
Głównej, zauważam po drodze wielkie zniszczenia jakie odniósł Hogwart, lecz
zamek da się odbudować, ludzi ożywić nie. Cisza, cisza, cisza… Nie ma nic
bardziej dobijającego w tym momencie od ciszy. Wolałbym już usłyszeć okrzyki
bólu, dźwięk pękających ścian, okrzyki triumfy wszystko niż to. Milczenie
powoduje, że staję się niespokojny. Zostawiam Carrowa pod ścianą i Popycham rozpadające się drzwi, a następnie
wchodzę do Wielkiej ciszy. Skrzypienie rozlega się echem w ciszy. Spojrzenia
ocalałych kierują się na mnie, a wszystkich jakbym wybudził z transu. Nagle
parę rzeczy dzieje się naraz, Ronald Weasley rzuca się na mnie z pięściami, moi
rodzice dotychczas ukryci w cieniu uśmiechają się szeroko a Dracon Malfoy
patrzy na mnie z niedowierzaniem. Ląduje na ziemnej posadce i uderzam głową o
schody, rudzielec wali mnie pięścią w nos i słyszę nieprzyjemny dla ucha trzask
łamanej kości.
-Panie
Weasley!-krzyczy profesor McGonagall
Zrzucam z siebie
gryfiaka i odpycham od siebie. Wstaję i podnoszę rękę do nosa.
-Wiesz co?Chyba już
wolę Carrowa mimo że tamten stosował Avade żeby mnie załatwić. A teraz może
łaskawie byś odpuścił bo nie chce mi się zniżać do twojego poziomu IQ
Przybieram na twarz
maskę obojętności i podchodzę do rodziców. Cała sala zamiera w oczekiwaniu.
Widząc uradowane spojrzenia mamy i taty wzruszam ramionami.
-Na serio
myśleliście że któryś z tych niedorozwojów mógł mnie zabić?-pytam ironicznie
ale mimo to pozwalam matce się przytulić.
W gruncie rzeczy
cieszę się, iż nic im się nie stało w końcu są moimi rodzicami. Odwzajemniam
uścisk, ale po chwili czując na sobie czyjś natarczywy wzrok wyplątuje się z
uścisku. Obracam się twarzą do czerwonego ze złości rudzielca.
-Ty parszywy
arystokrato jak śmiesz?!-wrzeszczy
Przewracam oczami i
opieram się swobodnie o ścianę w oczekiwaniu jak skończy swój równie
bezsensowny jak on sam monolog. Wyzwiska pod moim kontem padają nieustanie, a
ja ziewam zrezygnowany.
-Weasley czy ty
przypadkiem nie powinieneś opłakiwać brata?-pytam znudzony
Ronald zamilka i
wygląda jakby ktoś go uderzył. Nagle jego twarz staje się trupio blada. Obraca
się na pięcie i idzie chwiejnym krokiem w kierunku rodziny. Nikt nigdy nie
mówił chyba, że wojna jest łatwa. Jeśli wam tego nie uświadomiono jestem do
waszych usług w końcu czego się można było spodziewać po ślizgonie? Wojna
zabiera nam wszystko co najdroższe i każdy kto się na nią porywa powinien o tym
wiedzieć. W końcu to my tracimy… Zmarli już nic nie czują na ziemi pozostają
tylko słodko- gorzkie wspomnienia po umarłych. Trupy nie opłakują bliskich, nie
cierpią, nic nie majaczy na skraju ich pamięci niczym potwór, my, którzy
przeżyliśmy powinniśmy im zazdrościć.
~~
Można liczyć na waszą opinie? I stwierdzam, że nie umiem pisać długich rozdziałów nie wychodzą mi po prostu :( Dla mnie rozdział takie średni a wam jak się podoba? Łapcie Syriusza tu :)
sobota, 4 kwietnia 2015
Rozdział II
*Czasy teraźniejsze
Isabella
Patrzę się na ciemnoczerwony baldachim nad moim łóżkiem. Odkąd James zaprowadził mnie do domu nie zmrużyłam oka. Zegar już nie tyka, zrobiło się dziwnie cicho. Nie muszę się śpieszyć, martwić… To dlaczego jestem tak zdenerwowana? Mam rodzinę, przyjaciół, wszystko czego mi trzeba, jedynym nieproszonym gościem w moim życiu są wspomnienia. I te piękne i te straszne wszystkie zatruwają mnie od środka niszcząc radość. Nie wyobrażam sobie innego życia niż teraz na reszcie zyskałam na wyłączność ale też brak mi tego, że już nigdy nie będę Hermioną Granger, członkinią Złotego tria. Nikt nie rozumie tego co się ze mną działo przez ostatnie lata…
"Cisza, która zapadła w gabinecie była wręcz namacalna.
-Dlaczego akurat ja?-wdusiłam piskliwie.
Siedziałam na miękkim fotelu w gabinecie dyrektora, a ogień trzaskał posępnie w kominku. Za oknem szalała wichura jakby dokładnie wiedziała co czuję. Kiedy powiadomiono mnie, iż muszę stawić się do dyrektora serce zaczęło mi mocniej bić. Czyżby ktoś nas wydał? Wczoraj wieczorem udaliśmy się na obrzeża zakazanego lasu w nocy. W takim razie u dyrektora spotkam też Syriusza i Jamesa. Cudownie by było gdyby moje obawy się ziściły, niczego tak bardzo bym nie pragnęła zamiast tego Dumbledore powierzył mi misję. Super ratowanie świata i w ogóle… Tak, też pomyślałam w pierwszych minutach puki nie dowiedziałam się, że będę musiała udać się na niemal samobójczą misję do przyszłości, przyjąć nową tożsamość być daleko od rodziny i przyjaciół zmienić nawet swój wygląd! Mój umysł krzyczał "Jestem w końcu tylko dzieckiem!" ale serce podpowiadało "Skoro tylko ty możesz tego dokonać czy zawiedziesz innych?".
-Twoja krew jest niezwykła potrafi zagiąć czasoprzestrzeń… Jesteś jedyna. Jesteś jedyną nadzieją"
Chłodne łzy znaczyły wilgotną ścieżkę na mojej twarzy. Czemu to musiałam być ja?
"-Jimmy!-krzyknęłam uradowana
Było to moje pierwsze spotkanie z bratem odkąd trafiłam do przyszłości. Mogłam się z nimi spotykać co tydzień, rodzice myśleli że nadal jestem w Hogwardzie i tak też było, ale nikt nie wspominał o tym, w którym roku… Wszystko stało się jasne choć bardziej pasowało by tu określenie mgliste i niewyobrażane. Wiedziałam o śmierci mojej rodziny, o osieroconym chłopcu zwącym się Harry, z którym byłam spokrewniona. Wiedziałam o domniemanej zdradzie Syriusza i problemach Remusa. Na własne oczy przekonałam się jak bardzo zmieniła się rodzina Malfoyów. Nie zliczę ile nocy przepłakałam z powodu rzeczy, z którymi będą się musieli zmierzyć moi bliscy. Przytuliłam mocno brata i dałam kuksańca w bok Remusowi.
-Gdzie Syriusz?-spytałam zaniepokojona brakiem przyjaciela.
-Spokojnie Izzy odbębnia szlaban.-powiedział z uśmiechem James
Uśmiechnęłam się delikatnie tego mi właśnie brakowało przez ostatnie dwa tygodnie.
-A reszta…?-spytałam a mój głosy przepełniony był nadzieją
-Wszyscy… Oni nic nie pamiętają.
Poczułam jak tysiące maleńkich igieł wbijają się w moje serce. Brat podał mi srebrny medalion z wygrawerowanym na nim szybującym krukiem.
-Dumbledore kazał ci to przekazać powiedział że tam jest wszystko czego trzeba aby nie zwątpić…"
To prawda w medalionie przechowywane były tysiące wspomnień, ludzi, którzy dobrze o mnie mówili, pamięć o mnie przetrwała zaklęta w małym medalionie. Sięgnęłam do kieszeni bluzy gdzie włożyłam wisior. Nic w niej nie było… Poderwałam się gwałtownie w górę i przeszukałam wszystkie zakamarki jakie mi się udało. Nie ma go. Nie mam medalionu. Zakryłam usta ręką. Zgubiłam go! Jeśli wypadł mi w przyszłości a wspomnienia z niego się stłuką… Wolę nie myśleć co się stanie z ludźmi którzy nagle przypomną sobie wszystko co zostało im odebrane.
*Około 4 godziny wcześniej czasy przyszłe
William
Z mojego miejsca na skraju Zakazanego Lasu obserwuję lamenty bliskich ofiar, ludzi znoszących do Wielkiej Sali ciała poległych, wśród tego wszystkiego znajduje się jednak dobro. Triumf zapadający w serca, poczucie wolności, która zapewne jeszcze przez długi czas będzie nam dana. Wszystko ma swoją cenę, to co wywalczyliśmy wymagało najwyższej krwi, śmierci, łez… Jednak to co zyskaliśmy warte jest wszystkiego. Kiedyś zapewne wszystko pójdzie w zapomnienie, ale teraz niech triumf trwa a następne pokolenia niech cieszą się tym co zyskaliśmy. Jeśli ktoś miałby jakieś wątpliwości historia jest niczym innym jak stosem pogrzebowym ofiar, imion, wojen, triumfów i porażek. Moje rozmyślania przerywa dziewczyna biegnąca w moją stronę, a raczej krzyki w jej stronę skierowane. W uciekającej ze zdziwieniem rozpoznaję Hermionę Granger. Czy nie powinna być przypadkiem z resztą swojego Tria opłakując jednego z tych rudzielców? W końcu to jej przyjaciele czyż nie?
-Hermiona!-słyszę rozpaczliwy głos wołający zbiegłą ale ona się nie zatrzymuje
Widzę łzy spływające po jej policzkach i niemal rozpaczliwy sprint w kierunku lasu. Na błoniach stoi wołając za dziewczyną Harry Potter, ale już się poddaje odwraca się i kopie w co popadnie. Normalnie pobiegłby za nią… Co się mogło stać? Zaciekawiony patrzę jak sylwetkę Granger pochłaniają cienie lasu. Decyduję się w ułamku sekundy zawracam i biegnę za gryfonką. Zachowuję bezpieczną odległość tak aby mnie nie zobaczyła ani nie usłyszała. Nawet z tej odległości widzę jej sprężyste kasztanowe loki związane w niedbałego kucyka. Nagle czuję silny wiatr chcący porwać mnie w przód. Czuję się jakbym był naprzeciw huraganu. Granger idzie dalej, a ja widzę barwne światła prześwitujące przez drzewa. Zafascynowane rozglądam się wokół i zauważam, iż włosy dziewczyn od góry stają się czarne niczym śmierć i proste. On sama nie wydaje się zadziwiona tą zmianą. Wychodzi na polanę, ja niczym w transie wpatruję się w mieniący się wieloma barwami portal. Hermiona wchodzi w niego, a wtedy wszystko ustaje… Zapada cisza, a mrok okrywa polanę. Co tu się stało?! Czuję jak moje serce galopuje, a oddech przyśpiesza. Wiem, że to wszystko było niezmiernie ważne, czuję to. Na Salazara co tu się wydarzyło. Opieram się o zbutwiały pień drzewa i staram uspokoić. Nagle mój wzrok przykuwa błysk srebra w trawie. Podchodzę tam, a palcami chwytam cienki łańcuszek, na jego końcu wisi medalion otwieram go i widzę czarną otchłań… Z boku wygrawerowane zostały dwa słowa "Isabella Potter".
~~
Ehhh nie wiedziałam już jak dołożyć do tego coś więcej tak aby nie zepsuć napięcia ani nic więc jest tyle ile jest :( Mam nadzieję że wam się spodoba ::)

Isabella
Patrzę się na ciemnoczerwony baldachim nad moim łóżkiem. Odkąd James zaprowadził mnie do domu nie zmrużyłam oka. Zegar już nie tyka, zrobiło się dziwnie cicho. Nie muszę się śpieszyć, martwić… To dlaczego jestem tak zdenerwowana? Mam rodzinę, przyjaciół, wszystko czego mi trzeba, jedynym nieproszonym gościem w moim życiu są wspomnienia. I te piękne i te straszne wszystkie zatruwają mnie od środka niszcząc radość. Nie wyobrażam sobie innego życia niż teraz na reszcie zyskałam na wyłączność ale też brak mi tego, że już nigdy nie będę Hermioną Granger, członkinią Złotego tria. Nikt nie rozumie tego co się ze mną działo przez ostatnie lata…
"Cisza, która zapadła w gabinecie była wręcz namacalna.
-Dlaczego akurat ja?-wdusiłam piskliwie.
Siedziałam na miękkim fotelu w gabinecie dyrektora, a ogień trzaskał posępnie w kominku. Za oknem szalała wichura jakby dokładnie wiedziała co czuję. Kiedy powiadomiono mnie, iż muszę stawić się do dyrektora serce zaczęło mi mocniej bić. Czyżby ktoś nas wydał? Wczoraj wieczorem udaliśmy się na obrzeża zakazanego lasu w nocy. W takim razie u dyrektora spotkam też Syriusza i Jamesa. Cudownie by było gdyby moje obawy się ziściły, niczego tak bardzo bym nie pragnęła zamiast tego Dumbledore powierzył mi misję. Super ratowanie świata i w ogóle… Tak, też pomyślałam w pierwszych minutach puki nie dowiedziałam się, że będę musiała udać się na niemal samobójczą misję do przyszłości, przyjąć nową tożsamość być daleko od rodziny i przyjaciół zmienić nawet swój wygląd! Mój umysł krzyczał "Jestem w końcu tylko dzieckiem!" ale serce podpowiadało "Skoro tylko ty możesz tego dokonać czy zawiedziesz innych?".
-Twoja krew jest niezwykła potrafi zagiąć czasoprzestrzeń… Jesteś jedyna. Jesteś jedyną nadzieją"
Chłodne łzy znaczyły wilgotną ścieżkę na mojej twarzy. Czemu to musiałam być ja?
"-Jimmy!-krzyknęłam uradowana
Było to moje pierwsze spotkanie z bratem odkąd trafiłam do przyszłości. Mogłam się z nimi spotykać co tydzień, rodzice myśleli że nadal jestem w Hogwardzie i tak też było, ale nikt nie wspominał o tym, w którym roku… Wszystko stało się jasne choć bardziej pasowało by tu określenie mgliste i niewyobrażane. Wiedziałam o śmierci mojej rodziny, o osieroconym chłopcu zwącym się Harry, z którym byłam spokrewniona. Wiedziałam o domniemanej zdradzie Syriusza i problemach Remusa. Na własne oczy przekonałam się jak bardzo zmieniła się rodzina Malfoyów. Nie zliczę ile nocy przepłakałam z powodu rzeczy, z którymi będą się musieli zmierzyć moi bliscy. Przytuliłam mocno brata i dałam kuksańca w bok Remusowi.
-Gdzie Syriusz?-spytałam zaniepokojona brakiem przyjaciela.
-Spokojnie Izzy odbębnia szlaban.-powiedział z uśmiechem James
Uśmiechnęłam się delikatnie tego mi właśnie brakowało przez ostatnie dwa tygodnie.
-A reszta…?-spytałam a mój głosy przepełniony był nadzieją
-Wszyscy… Oni nic nie pamiętają.
Poczułam jak tysiące maleńkich igieł wbijają się w moje serce. Brat podał mi srebrny medalion z wygrawerowanym na nim szybującym krukiem.
-Dumbledore kazał ci to przekazać powiedział że tam jest wszystko czego trzeba aby nie zwątpić…"
To prawda w medalionie przechowywane były tysiące wspomnień, ludzi, którzy dobrze o mnie mówili, pamięć o mnie przetrwała zaklęta w małym medalionie. Sięgnęłam do kieszeni bluzy gdzie włożyłam wisior. Nic w niej nie było… Poderwałam się gwałtownie w górę i przeszukałam wszystkie zakamarki jakie mi się udało. Nie ma go. Nie mam medalionu. Zakryłam usta ręką. Zgubiłam go! Jeśli wypadł mi w przyszłości a wspomnienia z niego się stłuką… Wolę nie myśleć co się stanie z ludźmi którzy nagle przypomną sobie wszystko co zostało im odebrane.
*Około 4 godziny wcześniej czasy przyszłe
William
Z mojego miejsca na skraju Zakazanego Lasu obserwuję lamenty bliskich ofiar, ludzi znoszących do Wielkiej Sali ciała poległych, wśród tego wszystkiego znajduje się jednak dobro. Triumf zapadający w serca, poczucie wolności, która zapewne jeszcze przez długi czas będzie nam dana. Wszystko ma swoją cenę, to co wywalczyliśmy wymagało najwyższej krwi, śmierci, łez… Jednak to co zyskaliśmy warte jest wszystkiego. Kiedyś zapewne wszystko pójdzie w zapomnienie, ale teraz niech triumf trwa a następne pokolenia niech cieszą się tym co zyskaliśmy. Jeśli ktoś miałby jakieś wątpliwości historia jest niczym innym jak stosem pogrzebowym ofiar, imion, wojen, triumfów i porażek. Moje rozmyślania przerywa dziewczyna biegnąca w moją stronę, a raczej krzyki w jej stronę skierowane. W uciekającej ze zdziwieniem rozpoznaję Hermionę Granger. Czy nie powinna być przypadkiem z resztą swojego Tria opłakując jednego z tych rudzielców? W końcu to jej przyjaciele czyż nie?
-Hermiona!-słyszę rozpaczliwy głos wołający zbiegłą ale ona się nie zatrzymuje
Widzę łzy spływające po jej policzkach i niemal rozpaczliwy sprint w kierunku lasu. Na błoniach stoi wołając za dziewczyną Harry Potter, ale już się poddaje odwraca się i kopie w co popadnie. Normalnie pobiegłby za nią… Co się mogło stać? Zaciekawiony patrzę jak sylwetkę Granger pochłaniają cienie lasu. Decyduję się w ułamku sekundy zawracam i biegnę za gryfonką. Zachowuję bezpieczną odległość tak aby mnie nie zobaczyła ani nie usłyszała. Nawet z tej odległości widzę jej sprężyste kasztanowe loki związane w niedbałego kucyka. Nagle czuję silny wiatr chcący porwać mnie w przód. Czuję się jakbym był naprzeciw huraganu. Granger idzie dalej, a ja widzę barwne światła prześwitujące przez drzewa. Zafascynowane rozglądam się wokół i zauważam, iż włosy dziewczyn od góry stają się czarne niczym śmierć i proste. On sama nie wydaje się zadziwiona tą zmianą. Wychodzi na polanę, ja niczym w transie wpatruję się w mieniący się wieloma barwami portal. Hermiona wchodzi w niego, a wtedy wszystko ustaje… Zapada cisza, a mrok okrywa polanę. Co tu się stało?! Czuję jak moje serce galopuje, a oddech przyśpiesza. Wiem, że to wszystko było niezmiernie ważne, czuję to. Na Salazara co tu się wydarzyło. Opieram się o zbutwiały pień drzewa i staram uspokoić. Nagle mój wzrok przykuwa błysk srebra w trawie. Podchodzę tam, a palcami chwytam cienki łańcuszek, na jego końcu wisi medalion otwieram go i widzę czarną otchłań… Z boku wygrawerowane zostały dwa słowa "Isabella Potter".
~~
Ehhh nie wiedziałam już jak dołożyć do tego coś więcej tak aby nie zepsuć napięcia ani nic więc jest tyle ile jest :( Mam nadzieję że wam się spodoba ::)

środa, 1 kwietnia 2015
Rozdział I
Stoję na szczycie
jednej z niewielu nienaruszonych, hogwardzkich wież. Z dołu widzę ruiny z tego
co niegdyś było moim domem. Żałoba, płacz, serca rozdzierające się na samo
wspomnienie zmarłych… Po środku tego wszystkiego ja. Osoba, która widziała
więcej niż niejedne z nich. Dziewczyna będąca starszą niż się wydaje. Której
bliscy zginęli. Nie nazywam się Hermiona Granger to była tylko powłoka
zbudowana po tym aby każdy uwierzył w gryfońską kujonkę. To jednak nie moje
imię to kim byłam przez ostatnie lata pryska w tej chwili… Wracają hebanowe
włosy i niebieskie oczy, nic nie pozostanie po sobie którą znali. Ale jeszcze
nie teraz… Jeszcze muszę pożegnać przyjaciół. A potem… Potem wrócę do domu, a
wspomnienia ciążyć mi będę niczym najgorszy koszmar, ale przeżyję. Muszę. Łzy
napływające do oczu piekące zranienia to nic. Ja wiem to czego inni nie wiedzą.
Wrócę i co? Wiedza, którą los mnie obdarował z każdym dniem będzie mnie
wyniszczać. Znam ich los, kiedy nastąpi kres ich czasu! Ja nie chcę tak żyć.
Ale muszę. Brat, przyjaciele, rodzina czekają. Liczą, że w końcu na stałe wrócę
do domu. Ściskam w ręku srebrny medalion z wizerunkiem szybującego kruka a
lśniąca łza spływa mi na policzek.
-Przecież obiecałam
Jimmy…
Chowam pamiątkę do
obszarpanej kieszeni czerwonej bluzy i krętymi schodami schodzę na dół, a każdy
stopień przybliża mnie do ostatecznej rozłąki. Złote trio zostanie zerwane.
Hermiona Granger na zawsze opuści przyjaciół. W głowie słyszę miarowe tykanie zegara.
Tik-tak tik-tak. Jeszcze tylko piętnaście minut. Mam jedynie tyle zanim moje
ciało zmieni się na dobre. Tik -tak. Zegar tyka, a ja wraz z nim. Popycham
osmolone drzwiczki i wychodzę na zrujnowany przez wojnę korytarz. Moje kroki
odbijają się echem. Cisza jest przytłaczającym zjawiskiem raz ukojeniem dla
duszy innym razem rani niczym ostrze sztyletu. Po chwili dochodzę do Wielkiej
Sali w niej ułożone obok siebie, przykryte prześcieradłami leżą ciała, z
których uleciały już strzępy duszy. Widzę Dracona Malfoya stojącego przy
ścianie z twarzą okrytą maską jednak ja widzę to co pod nią rozpacz, strach,
poczucie winy. Mam wrażenie, iż przed oczami staje mi jego ojciec roześmiany
ślizgon z nieodłączną bandą ale też Cyzia jedna z tych które mimo, iż nie chcą
błyszczeć wyróżniała się w tłumie. Widzę Nevilla przytulającego Lunę i czuję
się jakbym nadal miała naście lat i widziała Franka zawsze owianego sławą. Łzy
pragną abym je uwolniła ale jeszcze nie czas na to. Moje przedstawienie musi
zyskać koniec…
-Harry-szepczę
Widzę czarną
czuprynę pochyloną na Ronem i nigdy bardziej nie byłam skłonna pomylić go z Jamesem. Podnosi na mnie zielone
oczy koloru Avady, którymi obdarzona była Lily i woła na mnie. Idę powoli w
jego stronę a zegar tyka. Tik-tak. Wypędzam ból z mojego ciała i rzucam mu
wściekłe spojrzenie. Raniąc jego zranię też siebie ale nie ma innego sposobu.
Musi raz na zawsze o mnie zapomnieć. Niech wyprze z pamięci Hermionę.
-Ty podły
kłamco!-wrzeszczę patrząc mu w oczy-To… to Ty doprowadziłeś do tego! Lupin!
Tonks! Oni NIE ŻYJĄ.
Widzę jak z jego
twarzy znikają kolory a ostre ostrze wbija się w moje serce. Tik-tak. Muszę się
śpieszyć.
-A Syriusz?! To
wszystko twoja wina! Cała śmierć spoczywa winą na tobie! Nie jesteś nic wart
Chłopcze, który przeżył.
Odwracam się i
biegnę do wyjścia nie może zobaczyć łez w moich oczach. Słyszę jego krzyki ale
nie…nie mogę się zatrzymać. Już nie. Zakazany las jest coraz bliżej, a to co
zrobiłam Harry'emu coraz wyraźniej staje mi przed oczami. Łkam a łzy moczą mi
twarz. Gdy jestem blisko polany zaczyna się moja transformacja. Włosy stają się
czarne niczym smoła a oczy przypominają gwiaździste niebo o zmierzchu. Gdy
docieram pod portal porywisty wiatr wciąga mnie do środka. Patrzę na świetlistą
powłokę bramy i bez wahania wchodzę w
światłość. Gdy znajduje się na drugiej stronie upadam na wilgotną trawę a mym
ciałem wstrząsa szloch. Po chwili czuję czyjeś ręce przygarniające mnie i
wdycham znajomy zapach. Przytula mnie mój brat, James Maxon Potter.
~
~~
No i się doczekaliście! Liczę na jakieś komy(tak nie skromnie xd)
Prolog
Życie nie jest proste... A w szczególności moje. Od dzieciństwa czuję się rozdarta pomiędzy tym co dziś a tym co jutro... Jak mam żyć skoro moje serce znajduje się gdzieś daleko w przeszłości, a moje ciało pozostaje tutaj? Czemu wszędzie dostrzegam twarze bliskich, cienie minionych lat? Nazywam się Isabella Potter ale wy znacie mnie jako...
Subskrybuj:
Posty (Atom)