Stoję na szczycie
jednej z niewielu nienaruszonych, hogwardzkich wież. Z dołu widzę ruiny z tego
co niegdyś było moim domem. Żałoba, płacz, serca rozdzierające się na samo
wspomnienie zmarłych… Po środku tego wszystkiego ja. Osoba, która widziała
więcej niż niejedne z nich. Dziewczyna będąca starszą niż się wydaje. Której
bliscy zginęli. Nie nazywam się Hermiona Granger to była tylko powłoka
zbudowana po tym aby każdy uwierzył w gryfońską kujonkę. To jednak nie moje
imię to kim byłam przez ostatnie lata pryska w tej chwili… Wracają hebanowe
włosy i niebieskie oczy, nic nie pozostanie po sobie którą znali. Ale jeszcze
nie teraz… Jeszcze muszę pożegnać przyjaciół. A potem… Potem wrócę do domu, a
wspomnienia ciążyć mi będę niczym najgorszy koszmar, ale przeżyję. Muszę. Łzy
napływające do oczu piekące zranienia to nic. Ja wiem to czego inni nie wiedzą.
Wrócę i co? Wiedza, którą los mnie obdarował z każdym dniem będzie mnie
wyniszczać. Znam ich los, kiedy nastąpi kres ich czasu! Ja nie chcę tak żyć.
Ale muszę. Brat, przyjaciele, rodzina czekają. Liczą, że w końcu na stałe wrócę
do domu. Ściskam w ręku srebrny medalion z wizerunkiem szybującego kruka a
lśniąca łza spływa mi na policzek.
-Przecież obiecałam
Jimmy…
Chowam pamiątkę do
obszarpanej kieszeni czerwonej bluzy i krętymi schodami schodzę na dół, a każdy
stopień przybliża mnie do ostatecznej rozłąki. Złote trio zostanie zerwane.
Hermiona Granger na zawsze opuści przyjaciół. W głowie słyszę miarowe tykanie zegara.
Tik-tak tik-tak. Jeszcze tylko piętnaście minut. Mam jedynie tyle zanim moje
ciało zmieni się na dobre. Tik -tak. Zegar tyka, a ja wraz z nim. Popycham
osmolone drzwiczki i wychodzę na zrujnowany przez wojnę korytarz. Moje kroki
odbijają się echem. Cisza jest przytłaczającym zjawiskiem raz ukojeniem dla
duszy innym razem rani niczym ostrze sztyletu. Po chwili dochodzę do Wielkiej
Sali w niej ułożone obok siebie, przykryte prześcieradłami leżą ciała, z
których uleciały już strzępy duszy. Widzę Dracona Malfoya stojącego przy
ścianie z twarzą okrytą maską jednak ja widzę to co pod nią rozpacz, strach,
poczucie winy. Mam wrażenie, iż przed oczami staje mi jego ojciec roześmiany
ślizgon z nieodłączną bandą ale też Cyzia jedna z tych które mimo, iż nie chcą
błyszczeć wyróżniała się w tłumie. Widzę Nevilla przytulającego Lunę i czuję
się jakbym nadal miała naście lat i widziała Franka zawsze owianego sławą. Łzy
pragną abym je uwolniła ale jeszcze nie czas na to. Moje przedstawienie musi
zyskać koniec…
-Harry-szepczę
Widzę czarną
czuprynę pochyloną na Ronem i nigdy bardziej nie byłam skłonna pomylić go z Jamesem. Podnosi na mnie zielone
oczy koloru Avady, którymi obdarzona była Lily i woła na mnie. Idę powoli w
jego stronę a zegar tyka. Tik-tak. Wypędzam ból z mojego ciała i rzucam mu
wściekłe spojrzenie. Raniąc jego zranię też siebie ale nie ma innego sposobu.
Musi raz na zawsze o mnie zapomnieć. Niech wyprze z pamięci Hermionę.
-Ty podły
kłamco!-wrzeszczę patrząc mu w oczy-To… to Ty doprowadziłeś do tego! Lupin!
Tonks! Oni NIE ŻYJĄ.
Widzę jak z jego
twarzy znikają kolory a ostre ostrze wbija się w moje serce. Tik-tak. Muszę się
śpieszyć.
-A Syriusz?! To
wszystko twoja wina! Cała śmierć spoczywa winą na tobie! Nie jesteś nic wart
Chłopcze, który przeżył.
Odwracam się i
biegnę do wyjścia nie może zobaczyć łez w moich oczach. Słyszę jego krzyki ale
nie…nie mogę się zatrzymać. Już nie. Zakazany las jest coraz bliżej, a to co
zrobiłam Harry'emu coraz wyraźniej staje mi przed oczami. Łkam a łzy moczą mi
twarz. Gdy jestem blisko polany zaczyna się moja transformacja. Włosy stają się
czarne niczym smoła a oczy przypominają gwiaździste niebo o zmierzchu. Gdy
docieram pod portal porywisty wiatr wciąga mnie do środka. Patrzę na świetlistą
powłokę bramy i bez wahania wchodzę w
światłość. Gdy znajduje się na drugiej stronie upadam na wilgotną trawę a mym
ciałem wstrząsa szloch. Po chwili czuję czyjeś ręce przygarniające mnie i
wdycham znajomy zapach. Przytula mnie mój brat, James Maxon Potter.
~
~~
No i się doczekaliście! Liczę na jakieś komy(tak nie skromnie xd)
Okej...Przeżyłam jedno wielkie WTF, ale to jest super...
OdpowiedzUsuńNie...jednak nie ogarniam tego bloga xd
Ale cudnie piszesz ^^
Hmmm...Słońce, podeślij mi linki do wszystkich twoich blogów, bo się gubię...
A dziś dostaniesz Sherlocka, słońce...
Znaczy, jutro...bo koło 5 rano xdd
Weny, skarbie :*
Wciągająca historia :) Trochę namieszałam mi w głowie i kolejny film-książka będzie to przywoływać! Granger jako inna istota? Granger-przykrywka? No nieźle! Weny i czekam na kolejny rozdział! Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń~~Nighty
nordycka25.blogspot.com
Pierwsza... chyba.
OdpowiedzUsuńJeszcze raz powiem, że nie marudziłam. Grzecznie i delikatnie dopytywałam o rozdział.
Ilość błędów i niezrozumiałych zdań trochę mnie przygniotła, ale przecież mnie znasz, czepiam się wszystkiego. Tak już jest, tak było i tak będzie.
Masz u mnie jednak plusa za pomysł. Intryguje mnie Twoje spojrzenie na HP.
W każdym razie pozdrawiam, życzę weny i czekam na nn,
Naomi Stark.
P.S. zapraszam na krok czwarty na blogu:
dramione-krok-po-kroku.blogspot.com
Masz świetny styl. podoba mi się sposób, w jaki opisujesz mroczny świat schyłku wojny. Hermiona nie istnieje? Namieszałaś mi nieco w głowie, ale z chęcią przekonam się o co chodzi. Mam nadzieję, że chociaż kilka tajemnic wyjaśnisz w następnym rozdziale
OdpowiedzUsuńhttp://nocturne.blog.pl/
Masz talent! *-*
OdpowiedzUsuńDalszej weny do pisania! xx
/M.